Kilka godzin temu wróciłem z przedpremierowego pokazu filmu “The Social Network” David’a Fincher’a - filmu, który ponoć ma spróbować przedstawić historię powstania Facebook’a. Spróbować, ponieważ powstał na podstawie książki “The Accidental Billionaries” Ben’a Mezrich’a (autora, który zaczyna lubować się w historiach wybitnych studentów - inna jego książka została zekranizowania pt. “21”) - a jak się robi np. film na podstawie książki na podstawie życia, to można już tylko próbować. No a ponoć, ponieważ jak się człowiek zastanowi, to tak naprawdę film wcale nie opowiada historii powstania Facebook’a, a bardziej historię grupy znajomych/przyjaciół, którzy - tak się złożyło - stworzyli Facebook’a.
Muszę przyznać, że po wiadomości o powstawaniu filmu nie byłem specjalnie pozytywnie nastawiony. Nie pomógł specjalnie trailer - ot - na fali popularności serwisu ktoś postanowił nakręcić o nim film. Innymi słowy - nie spodziewałem się zbyt wiele po tym filmie.
I tu człowiek musi przyznać się do błędu. Możliwe, że przyznałbym się wcześniej, gdybym sprawdził kto ów film będzie robił, niemniej jednak nie zwykłem robić rozpoznania (jak np. sprawdzania reżyserów) filmów, które mnie nie interesują. I był to błąd, duży błąd Panie i Panowie. Bo Panu David’owi Fincher’owi wyszedł (z resztą nie pierwszy raz) naprawdę dobry film! Film - jeszcze raz to podkreślę - nie o Facebook’u, film który mógłby być równie dobrze filmem o serwisie dupamaryni.pl i nadal byłby interesujący, ciekawy i dobrze nakręcony, a co najważniejsze - który naprawdę dobrze by się oglądało.
W świecie, gdzie hity kinowe operują na najprymitywniejszych emocjach i pragnieniach, ktoś stworzył film, który prezentuje 2 godziny dialogów, bez efektów specjalnych, bez eksplozji, bez grania na emocjach i sztucznym budowaniu napięcia. Naprawdę - ten film to 2 godziny gadania pomiędzy kilkoma aktorami, z których tak naprawdę interesuje nas może 3-4 z nich - niemalże recepta na niewypał (zwłaszcza biorąc pod uwagę temat Facebook’a) czy co najwyżej rzewną historyjkę, którą można obejrzeć co najwyżej w telewizji, jeżeli nie ma nic ciekawszego do roboty. A jednak - 2h oglądania mijają jak z bicza strzelił, a sam film staje się naprawdę dobrym obrazem. Z premedytacją unikam tutaj słowa “hit”, ponieważ (przynajmniej dla mnie) oznaczałoby to coś modnego chwilowo, bez głębi, do obejrzenia raz, po byciu skuszonym reklamą w telewizji lub przed innym filmem. Ten film to hit w zupełnie innej kategorii, niż filmy jak Avatar, Alicja czy Transformersy - bo ogląda się go nie dla samego oglądania, a dla obejrzenia historii przez niego opowiedzianej. Film porównywalny jedynie z innymi filmami reżysera, jak chociażby “Siedem” czy “Gra”, którego mogę oglądać wielokrotnie i znajomość historii wcale nie sprawia, że z filmu czerpie się mniejszą przyjemność.
Na koniec, obawiam się dwóch rzeczy. Po pierwsze - że ludzie mogą iść lub nie iść na film ze względu na temat. Myślę, że pewna cześć osób pójdzie na film tylko dlatego, że jest on o Facebook’u - będą to Ci, którzy wrzucają “śmieszne” fotki na Facebook’a, mają 7 miliardów znajomych i piszą zajefajne komcie. Z drugiej strony z tego samego powodu ominą go osoby, które wolą obejrzeć film ciekawy, inteligentny, a darować sobie wszystkie eksplozje, Piły i filmy, których 90% budżetu stanowi dola dla studia od efektów specjalnych. Uważam bowiem, że powinno stać się zupełnie odwrotnie i film ten skierowany jest (wbrew pozorom) do innej publiczności, niż początkowo (zważając na temat) jest kierowany.
Drugą rzeczą jest historia w filmie pokazana. Nie ma co ukrywać i nie będzie to specjalny spoiler, jeżeli powiem, że film nie pokazuje Zuckerberg’a w specjalnie pozytywnym świetle (chociaż przy odrobinie wyczucia - myślę że mogłoby być znacznie gorzej). Niestety - większość osób uzna historię przedstawioną w filmie jako prawdę objawioną i w 100% precyzyjną historię powstania popularnego serwisu. Myślę, że warto jednak pamiętać, że film jest adaptacją (niestety nie wiem jak luźną) książki, w której pisaniu pomagał Eduardo Saverin, więc delikatnie powiedziawszy - może być “nieco” stronnicza.
Namawiam Was do obejrzenia The Social Network - to naprawdę dobry, solidny film, z rewelacyjną ścieżką dźwiękową, bardzo dobrą grą aktorską (szykują się oskary) i historią oraz formą prezentacji, która potrafi naprawdę wciągnąć.
PS. Jeżeli odrzuca Was fakt, że jedną z głównych ról gra Justin Timberlake - nie martwcie się - jest kiepski, ale z drugiej strony sama jego gra jest marginalna i bardziej się o nim mówi i jest się świadomym jego postaci, niż się ją ogląda.
PPS. Fun fact - w filmie wykorzystano efekty specjalne, ponieważ role braci Winkelvoss gra.. jeden aktor!
PPPS. Chciałem podziękować firmie Brand New Media oraz Pawłowi Opydo za możliwość zdobycia wejściówki na film.