Posterous theme by Cory Watilo

Filed under: drm

Z pytan retorycznych - czemu DRM'y sa zle?

Niedawno ruszyła tzw. duża e-księgarnia "spod pióra" Helion'a ebookpoint.pl i od razu poszła dobrą drogą - zdecydowała się zrezygnować z DRMów, a co jeszcze lepsze - postanowiła się tego nie wstydzić i pokazywać, że to dobra droga.

Kolejnym krokiem aby osiągnąć ten cel stał się mały konkurs-pytanie do tych najbardziej zainteresowanych - czytelników i potencjalnych klientów - dlaczego DRM jest kiepskie (bo że jest rozumie się samo przez sie). Jako osoba, która stara się to mówić od lat postanowiłem niejako powtórzyć to i tutaj.

DRM w przypadku naszej księgarni możnaby przeparafrazować jako "Do not Read Me". Zabezpieczenia DRM jako zabezpieczenia antypirackie występują w różnych formach, rozmiarach i kształtach, ale zawsze można je porównać do świnek morskich. Tak samo jak taka świnka wcale świnką nie jest, do tego z samym morzem nie ma nic wspólnego, to jeszcze dodatkowo jej skuteczność antypiracka list podobna co DRM'ów. DRM'y z zasady, w 99.(9)% działają tylko na tych, który dany produkt z tym zabezpieczeniem kupili - piraci w większości, zarówno Ci aktywni (udostępniający) jak i pasywni (pobierający) dysponują i cieszą się wersją tych "zabezpieczeń" pozbawiona lub wręcz wypadałoby powiedzieć - uwolnioną. DRM to takie kajdany dla uczciwych nabywców dóbr cyfrowych, nałożone przez jedną lub więcej osób z procesu sprzedaży, która z jakichś to powodów stwierdziła, że jej czytelnik, fan, klient (niepotrzebne skreślić) to zapewne złodziej i lepiej mu te łańcuchy założyć, żeby nie korciło go aby kupiony utwór udostępnić komukolwiek. W imie pokrętnej "logiki" i chęci maksymalizacji wyimaginowanych zysków, ktoś z tej ścieżki produkcyjnej zapomniał, że ma do czynienia z fanem, klientem, drugą uczciwą, myślącą osobą. Osobą która często (co może jest jeszcze bardziej przykre) nie poszła najprostrzą drogą próbując ściągnąć plik z torrent'a, rapidshare'a czy chomika dostaje prezent w postaci "zabezpieczen". Zarejestrowała się w serwisie, wypełniła kilkanaście formularzy, wpłaciła lżej lub ciężej zarobione pieniądze na konto sprzedawcy, przeszła proces weryfikacji oprócz potwierdzenia w oczach "sprzedawcy" (któregokolwiek na liście) uczciwości.

I ten brak zaufania możnaby było przeboleć, gdyby tylko na tym to się skończyło. Niestety najczęściej to tylko początek problemów - bo a to połączenia z internetem potrzeba, a to nie działa z naszym ulubionym urządzeniem, a to nie w tym formacie (a przekonwertować sie nie da, bo zabezpieczone). I tak siedzimy sobie przed monitorem, patrzymy na nasz najnowszy, wcale nie tani zakup, ściągamy kolejną aplikacje, bo ta której używaliśmy nie obsługuje XXX DRM i gdzieś w głębi naszego umysłu pojawia się pytanie - po cholere ja to w ogóle zrobiłem, a można było prościej, szybciej i korzystać gdzie i kiedy się chce.

Drodzy sprzedawcy - jeżeli chcecie konkurować z piratami (którzy paradoksalnie wychodzą tutaj na tych dobrych) - skoro już ceną nie możecie, to konkurujcie szybkością, prostotą i zadowoleniem. DRM'y tego wszystkiego nie dodają. A klienci się znajdą.